Home News "Producenci": dobry musical także dla tych, którzy musicali nie lubią ★★★★☆

"Producenci": dobry musical także dla tych, którzy musicali nie lubią ★★★★☆

0
"Producenci": dobry musical także dla tych, którzy musicali nie lubią ★★★★☆

Muzyka i teksty: Mela Brooksa. Libretto: Mela Brooksa i Thomasa Meehana. Adres: Àngel Llàcer i Enric Cambray. Kierunek muzyczny: Manu Guixa i Gerarda Alonso. Interpretacja: Armando Pita, Ricky Mata, Mireia Portas, Oriol Burés, José Luis Mosquera, Bittor Fernández… Nowy Teatr Alcalá. Do 19 maja 2024 r.

Do mniej oddanej gatunkowi publiczności najlepiej trafiają musicale, które niemal zawsze mają zadeklarowany zamysł satyryczny i chuligański. I tak właśnie dzieje się z The Producers, żrącym bzdurą, którą Mel Brooks miał swoją premierę na Broadwayu w 2001 roku na podstawie jego filmu o tym samym tytule, nakręconego 34 lata wcześniej. W znacznie większym stopniu niż w ścieżce dźwiękowej stworzonej przez samego Brooksa zainteresowanie tym dziełem tkwiło i nadal tkwi w lekceważącej komedii amerykańskiego scenarzysty i reżysera. krytykować świat rozrywki od wewnątrz.

Praca opowiada historię przyjaźni i relacji biznesowych pomiędzy producentem po godzinach pracy Maxem Bialystockiem a księgowym Leopoldem Bloomem, który pozwoli mu przekonać się, że niepowodzenia mogą przynieść znacznie więcej korzyści ekonomicznych niż sukcesy. Mając takie założenie biznesowe, Obaj rozpoczną obiecujący projekt teatralny: wyniosą na scenę najgorszy tekst, jaki kiedykolwiek czytali. – napisany przez szalonego neonazistę Franza Liebkinda – licząc na najbardziej katastrofalnego reżysera tamtych czasów: ekscentrycznego geja Rogera De Brisa (przekształconego w tej hiszpańskiej wersji w Rogera De Bacle).

Naginając konwencje gatunku muzycznego, który zawsze przyjmuje przyjazny ton oraz prosty i przewidywalny rozwój fabuły ze szczęśliwym zakończeniem, scenariusz podpisany przez Brooksa i Thomasa Meehana atakuje jednak brak skrupułów i brak wyobraźni producentów zainteresowanie faktem artystycznym jako takim; przeciwko nierozumności niektórych półprawnych formuł które faworyzują pufo bardziej niż wysiłek i jakość; przeciwko absurdalnej frywolności wielu twórców, czasami maskowanej ekstrawagancją; oraz przeciwko słabej i kapryśnej ocenie krytyki.

Àngel Llàcer i Enric Cambray reżyserują przyjemną adaptację Marca Gómeza z pewnością siebie i ogólnie dobrym pulsem, chociaż pierwszy akt rozwija się z większą siłą i lepszym rytmem niż drugi, który jest nieco bardziej obciążony decyzją o włączeniu udziału publiczności na scenie przesłuchań – opcja nadmiernie eksploatowana z komercyjnego punktu widzenia i dość uboga z artystycznego punktu widzenia – oraz przez następujące po sobie bardzo krótkie sceny, które wymagają wielu zmian scenerii. A scenografia, którą stworzył Enric Planas, nie mogła być bardziej wszechstronna, a jednocześnie bardziej stosowne jest opowiedzenie tej historii z należytym opanowaniem. Manu Guix i Gerard Alonso wnieśli ogromny wkład, jeśli chodzi o kierownictwo muzyczne, w to, aby partytura brzmiała zintegrowana z dramatyczną fabułą, nie rezygnując przy tym ze wspaniałości, jaką niektóre utwory mogą mieć oddzielnie.

Jeśli chodzi o obsadę, jest kilku najlepszych aktorów, jakich można dziś spotkać grających w musicalach; Problem, wspólny dla zdecydowanej większości propozycji tego gatunku, polega na tym, że reżyserzy niewystarczająco zachęcają swoich wykonawców – zwykle dzieje się odwrotnie – do przełamywania stereotypów w kompozycji swoich bohaterów. Na szczęście jest tu kilku aktorów, których przemożna osobowość sceniczna pozwala choć trochę odejść od stereotypu i nadać swoim rolom określony charakter. Na szczególną uwagę zasługują Armando Pita, bardzo przekonujący i pewny siebie w roli Maxa Bialystocka; Oriol Burés, prawdziwy cyklon za każdym razem, gdy wychodzi na scenę; oraz Mireia Portas, której wcześniej nie miałam na oku, a której teraz deklaruję się jako bezwarunkowa fanka: niewielu performerek potrafiło tak jak ona łączyć tak oryginalną i wyrazistą wizję komediową ze zdolnościami muzycznymi wymaganymi w teatrze muzycznym . .

  • Najlepsze: Nie można przegapić sceny, w której Ulla, zapadająca w pamięć przez Mireię Portas, prosi producentów o pracę i pokazuje swoje walory.
  • Najgorszy: Sprawdź, czy dzisiaj komedia komercyjna może być bardziej lekceważąca i niepoprawna politycznie niż rzekomo kulturalny i ryzykowny teatr.

source