Home Sports "Powrót „numeru dziewięć”"

"Powrót „numeru dziewięć”"

0
"Powrót „numeru dziewięć”"

Niezależnie od tego, czy ze względu na świąteczne daty, czy też dlatego, że prelegenci zawsze zależeli od koszulki, którą nosiłeś lub nosisz, faktem jest, że obecność Fernando José Torresa Sanza na stadionie sprawi, że Jrgen Norbert Klopp będzie brał udział w sesjach treningowych Liverpoolu po przerwie w drużynie narodowej i przed wizytą bryg.

hton.

Był hiszpańskim trenerem w trakcie szkolenia, widział na własne oczy jak pracuje, przed wzięciem słynnego urlopu naukowego, jeden z najbardziej uznanych techników na świecie.

. Był także idolem „czerwonego” powracającego do domu ponad dekadę później. W rzeczywistości ten powrót nabrał kształtu już tydzień wcześniej, wraz z udziałem El Nio w charytatywnym meczu legend, w którym na Anfield zmierzyli się Pool z Ajaksem. Torres strzelił tam, gdzie powinien, przed The Kop, poza faktem, że tego dnia uwaga wszystkich słusznie i całym sercem skierowana była na Svena Gorana Erikksona, który po ogłoszeniu śmiertelnej choroby był w stanie spełnić swoje marzenie o reżyserowaniu dla publiczności do drużyny angielskiej. Wracając jednak do Wielkiego Piątku,

Patrzenie na szacunek, z jakim traktują go tacy goście jak Mo Salah, Darwin Nez, Joe Gomez czy Trent Alexander-Arnold, pomaga wyrobić sobie wyobrażenie (tym, którzy jeszcze tego nie mają) o wielkości Fernando.

. Wycieczka skłania także do dwóch refleksji,

jeden o przeszłości, drugi o przyszłości

, więc przejdźmy do części… Ponieważ odejście Torresa było skomplikowane, choć na szczęście czas wszystko poukładał. Ostatni dzień zimowego targu kampanii 10-11 dobiegł końca, celem docelowym była Chelsea, ale następstwa wydarzeń nie można zrozumieć bez uwzględnienia wcześniejszej zmiany właściciela klubu, konfiguracji nowego średnio- i długoterminowego projektu właśnie gdy tytuły wydawały się w zasięgu ręki, odejście ważnych graczy, logiczne wątpliwości samego Fernando i fakt, że

Kiedy sam Liverpool prowadził już negocjacje z londyńskim podmiotem, z biur (i szatni Kenny’ego Dalglisha) wyciekło informację, że Torres chciał odejść, zostawiając go jako zdrajcę.

przed dużym sektorem fanów „czerwonych”. Faktycznie

Odszedł już wiele lat przed Atlético, które mogło go najbardziej skrzywdzić, więc miał przeczucia, ale traktowanie, jakie otrzymał, nie było sprawiedliwe.

. Dlatego docenia się fakt, że film zakończył się happy endem, skoro Fernando Torres ponownie jest „numerem dziewiątym Liverpoolu” i w tym sensie nigdy nie będzie szedł samotnie. Warto jednak podkreślić, że gość obok Kloppa jest także trenerem. Że niedługo zakończy swój trzeci sezon w Atlético Juvenil, wygrywając ligę (w rzeczywistości do Anglii udał się tuż po wykonaniu kolejnego kroku w stronę tytułu, pokonując Numancię) i że na zakończenie sezonu będzie musiał dokonać decyzję dotyczącą swojej kariery, gdy stanie się jasne, że ten cykl już się zakończył.

Jedną z opcji jest pozostanie w klubie, ale na innej pozycji, inną jest szukanie wyjścia, które pozwoli mu się rozwijać, co oczywiście nie wyklucza przyszłości na ławce rezerwowych Metropolitano.

Obyś już mógł delektować się popołudniem Ligi Młodzieżowej. Bo wydaje się oczywiste, że po Simeone nicość… ale także, że po nicości Fernando José. Powodów jest mnóstwo. Nie, jeśli w końcu znów polubimy Dona Jrgena.

Ta treść jest dostępna wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników



source