Home News Od 1-O do 12M: ruch niepodległościowy staje się słaby "proces"

Od 1-O do 12M: ruch niepodległościowy staje się słaby "proces"

0
Od 1-O do 12M: ruch niepodległościowy staje się słaby "proces"

Następne wybory regionalne, które odbędą się w Katalonii 12 maja, będą – przy jednomyślnej zgodzie kandydatów – deklaracją zamiarów dotyczących tego, jaki powinien być region w nadchodzących latach, poza rozpoczynającą się po wyborach legislaturą. Negatywny wynik ruchu niepodległościowego, przewidywany przez Centre d’Estudis d’Opinió (CEO), który po raz pierwszy w historii demokracji stawia nacjonalistów poniżej absolutnej większości, może definitywnie odłożyć na półkę program secesjonizmu. Z drugiej strony parlament, który pozwoli na powołanie nowej niepodległościowej władzy wykonawczej, może wskrzesić aspiracje tych, którzy bronią tego, że po uzgodnieniu ustawy o amnestii kolejnym krokiem będzie referendum w sprawie samostanowienia. Takiego planu działania broni ERC, a w szczególności Junts, która po raz kolejny stawia na Carlesa Puigdemonta jako swojego kandydata, wzywając do „dokończenia tego, co zaczęło się 1 października 2017 r.”. Czyli niezależność.

Dane z pierwszego barometru prezesa, zebrane przed poznaniem awansu wyborczego, ostrzegają przed znaczącym spadkiem poparcia dla zerwania z Hiszpanią. Jest to odzwierciedleniem mniej upolitycznionego społeczeństwa niż siedem lat temu. Według tego badania zwolenników niepodległości Katalonii wynosi 42% w porównaniu z 49%, które reprezentowali w październiku 2017 r. Przeciwnych było wówczas 44%, a kilka miesięcy temu odsetek ten wzrósł do 51%. Co zaskakujące, niezdecydowane jest to 7% „niezdecydowanych”, z których wielu opowiada się za wstrzymaniem się od głosu w przypadku wezwania do urn lub, w przypadku jego braku, decyduje się na poparcie wspólnoty, która zawsze zachowywała pewien równy dystans w stosunku do obu bloków.

Jeśli chodzi o stosunki, jakie obywatele Katalonii wolą utrzymywać z Hiszpanią, wykraczające poza „tak” i „nie”, obecnie 31% próby opowiada się za stosunkami między państwami. W 2017 roku stanowiły one 40%. Tym samym od tego czasu wzrósł odsetek zwolenników federalnej organizacji terytorialnej (22–23%), pozytywnie oceniających obecny system autonomiczny (27–31%) oraz, co istotne, tych, którzy uważają, że uznanie regionalne jest wystarczający (5%-9%). Z tej makroankiety wynika również, że 9% obywateli Katalonii zgadza się z jednostronną deklaracją niepodległości lub że – i jest to odsetek wykazujący niewielkie różnice w ciągu tych siedmiu lat – 76% obywateli uważa, że ​​Katalończycy powinni mają prawo decydować o swojej przyszłości w drodze referendum, bez określenia, czy należy to uzgodnić z państwem, czy nie.

Pierwszy barometr roku z katalońskiej WNP odzwierciedla także upadek ruchu niepodległościowego w stosunku do partii, które go bronią. Podczas gdy od 45% do 50% wyborców zaufało Junts, ERC lub CUP w wyborach w grudniu 2017 r. – zwołanych przez byłego prezydenta Mariano Rajoya po zastosowaniu art. 155 – oraz w wyborach w lutym 2021 r.; W tym przypadku spadłyby do 41%. Jeśli chodzi o mandaty, suma trzech składów wyniosła 70 parlamentarzystów w 2017 r. i 74 w 2021 r., natomiast zdaniem dyrektora generalnego 12M mogłoby wynieść około 62, co stanowi rozsądną odległość od 68 parlamentarzystów, które stanowią absolutną większość parlamentarną i które zawsze udawało się dodać coś pomiędzy przestrzenią zbieżną, ERC i CUP od wyborów w 1980 r., kiedy to PSUC skompletowała nacjonalistyczną większość, która nigdy dotąd nie opuściła katalońskiej Izby.

W dwóch ostatnich wyborach regionalnych – jedynych, które odbyły się po 1-O – zwycięska siła miała jednak orientację konstytucjonalistyczną. Ciudadanos w 2017 r. uzyskało 36 parlamentarzystów przy pomocy Inés Arrimadas, a PSC Salvadora Illi zwyciężyło także w głosach – z ERC na poziomie 33 mandatów – w lutym 2021 r. Żaden z nich nie wystarczył do utworzenia rządu, gdyż secesjonistom udało się wyrazić zgodę na utworzenie koalicji wykonawczej. W 2017 r., gdy na czele listy znalazł się także Puigdemont z zagranicy, Quim Torra został ostatecznie zaprzysiężony na przewodniczącego Generalitat przy wsparciu ERBN, która przez całą kadencję stanowiła część rządu. W 2021 r. to Pere Aragonès zdobył zaufanie Izby i umożliwił ponowne umieszczenie ERBN na stanowisku prezydencji, czego nie robił od czasów Drugiej Republiki. Najpierw z przedstawicielami Juntów w niektórych radach, a potem samodzielnie.

Sam prezes wskazuje, ponownie w omawianym 2024 r., że to Salvador Illa ponownie wygra wybory, tym razem z szerszym zwycięstwem. PSC uzyskałaby od 35 do 42 zastępców, w porównaniu do 26-32, jakie miałaby ERC – na coraz bardziej spornym drugim miejscu – i 24-29 Juntów. Zwycięstwo socjalizmu w tak wygodnych warunkach umożliwiłoby władzy wykonawczej kierowanej przez Salvadora Illę uzyskanie poparcia partii bardzo niechętnych jego przyznaniu, takich jak Vox, CUP czy Izba Gmin, przyjmując za oczywistość zgodę, jaką uzyskałaby od PP, gdyby wyrzeka się programu nacjonalistycznego, o który oskarżają go o bycie prorokiem. Inną alternatywą, którą Illa rozważyłaby w tym scenariuszu, byłoby wsparcie ERBN, która ponownie odmówiła jej przyjęcia, lub nawet Junts, którego tezy są jeszcze bardziej odległe od tego, co może się wydarzyć po wyborach 12-miesięcznych.

Barometr dyrektora generalnego jest martwą literą dla Puigdemonta i jego ludzi. Przeczuwają, być może z rozsądkiem, że nowy scenariusz wyborczy całkowicie zmienił znaczenie głosowania dla wielu obywateli. Junts jest przekonany, że realna możliwość powrotu jej przywódcy po zastosowaniu amnestii sprawi, że będzie on zdecydowanym faworytem tych wyborów. Już samo przedkampaniowe motto „No to bierzmy się do roboty” wyjaśnia już odczucia formacji: wiedzą, że to ostatnia karta ruchu niepodległościowego na ożywienie „procés” i tak zamierzają to zrobić, jeśli elektorat po raz kolejny obdarzył ich swoim zaufaniem.

W ERC dyskurs jest bardziej ostrożny. Są na tyle gotowi, aby rozpocząć nową drogę ku niepodległości, w miarę możliwości sprzeczną z prawem, jak zarządzać wspólnotą autonomiczną, podążając za dziedzictwem tej legislatury. Republikanie oceniają patriotyczne gesty Puigdemonta jako „puste słowa” i ufają, że Aragonès wykorzysta wyborcę, który uzna m.in. przeniesienie sieci Cercanías i poprze „unikalny model finansowania”, jaki podniósł po rozpisaniu wyborów. W każdym razie propozycje autonomistyczne. Przynajmniej Juntsowi w kampanii nie przychodzi do głowy nic, ponieważ ten ostatni list po raz kolejny dotyczy zerwania z Hiszpanią, przy wsparciu Pedro Sáncheza lub bez niego.

source